Siedzimy sobie w McDonaldzie w Kioto spożywając pozbawionego japońskich przypraw hamburgera, a tu nagle z głośników sączy się balsamiczny głos Anny Marii Jopek. Co prawda po angielsku, ale miło usłyszeć rodaka na drugiej półkuli ziemskiej. Swoją drogą niewielu tu polskich turystów. Oprócz grupy zorganizowanej w Nikko, jedyny rodzimy akcent usłyszałyśmy przy pałacu cesarskim w Tokio, kiedy jakiś chłopak wykrzyknął: "O kur... ! Ale tu pięknie!"
środa, 15 kwietnia 2015
wtorek, 14 kwietnia 2015
Wycinki z podróży cz. IV
Jadąc na 3 - tygodniowy wyjazd zazwyczaj nie pakujesz do walizki 21 par skarpetek i 21 koszulek. Wiedząc, że w japońskich pociągach i hotelach nie ma za dużo miejsca na manatki, założyłyśmy tzw."plan minimum", czyli walizka uznawana w Ryanairze za podręczną jako bagaż główny i 30 litrowy plecak. Pierwsze pranie zrobiłyśmy na tropikalnej Wyspie Iriomote. Założyłyśmy, że dzięki wysokim temperaturom ubrania będą schnąć w mgnieniu oka. Nic bardziej mylnego. Właściciel pensjonatu (fantastyczny nocleg) użyczył nam swojej pralki i wirówki, ale z powodu ulewnych deszczy przez dwa dni nie byłyśmy w stanie wszystkiego wysuszyć. Ryzykując adopcją jaszczurki tudzież wielkiego karalucha wystawiałyśmy ubrania za okno, ale przyniosło to tylko częściowy efekt. W rezultacie Sylwia wdziała na stopy ostatnią parę nieskażonych skarpetek, a nasze bluzy, które miały na sobie jeszcze drobinki indonezyjskiego jedzenia, rozsiewały silną, bliżej nieokreśloną woń. Jesteśmy w Kanazawie. Czas zrobić pranie. Niestety, mimo, że nasz hotel wydaje się być na dość wysokim poziomie, nie posiada pralni. Uprzejmy jak każdy Japończyk pan z recepcji wytłumaczył nam jak dojść do Coin Loundry. Żadna z nas nie była wcześniej w publicznej pralni, do tego jeszcze perspektywa świeżych ubrań - wszystko spowodowało,że Sylwia cieszyła się na to zdarzenie bardziej niż na zwiedzanie świątyni z okresu Edo.
Ach jak niewiele trzeba do szczęścia zbłąkanym podróżnikom! Z pachnącymi i suchymi ubraniami zadowolone wróciłyśmy do hotelu.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Wycinki z podróży cz. III
Poniżej kilka ciekawszych pozycji z katalogu sklepu Japońskich Linii Kolejowych:
1. Walizka i krzesełko w jednym. Sprytne (widziałyśmy w użyciu), ale na pośladki białego człowieka walizka musiałaby być znacznie większa.
2. Puder maskujący zbyt szeroki przedziałek.
3. Cień sprawiający, że oczy wydają się większe
4. Wkładka do ust modelująca kształt warg
5. A na koniec dość popularny tutaj mebel, dzięki któremu można przybrać pozycję siedząca przy stole.
Koyasan
Przy planowaniu całego wyjazdu do Japonii, Koyasan było pierwsze na liście miejsc, które koniecznie chciałam zobaczyć. W przewodnikach opisywane jest jako kilkadziesiąt świątyń buddyjskich poukrywanych w lesie, gdzie życzliwi mnisi oferują noclegi. Próbując zarezerwować coś prawie dwa miesiące przed czasem, nie udało nam się znaleźć wolnych miejsc. Niezrażone tym faktem przyjechałyśmy z Wakayamy na całodniową wycieczkę. Spotkało nas pewne rozczarowanie. Świątynie okazały się zwykłym jedno-ulicowym miasteczkiem (fakt, że zabudowa całkiem miła dla oka), które żeruje na zyskach turystyki. Ceny pamiątek czy jedzenia były czasami nawet dwukrotnie wyższe od tych w zwykłych miastach.
Tym co zrobiło na nas ogromne wrażenie, ścieżka do mauzoleum Kukai (ojca buddyzmu Shingon w Japonii). Jest to największa w całym kraju nekropolia - na długości 2,5 km rozmieszczone jest 200 tysięcy (!!!) pomników. Wszystko to "pod dachem" 600 - letnich, japońskich cedrów.
W Wakayamie spędziłyśmy dwie noce, nie miałyśmy jednak czasu zwiedzić tego miasta za dnia. Zarezerwowałyśmy tam hotel jedynie z powodu dobrej komunikacji z miejscami, które chciałyśmy zobaczyć. W przewodnikach nie ma nawet o nim wzmianki, a tu okazało się, że nie dość, że jest bardzo ładne to jeszcze ma znacznie okazalszy zamek niż Hiroshima. No nic - zwiedziłyśmy co się dało po zmroku i dopisałyśmy kolejną pozycję na listę miejsc, które trzeba zobaczyć przy kolejnym pobycie w Japonii.
sobota, 11 kwietnia 2015
Wycinki z podróży cz. II
Idziemy sobie parkiem w miasteczku Nikko, a tu:
- Patrz!
- Co?!
- Małpa!
- Patrz!
- Co?!
- Małpa!
Sylwia naliczyła ich sześć na jednym wzgórzu. Były też maluchy, ale tak szybkie, że ciężko było nadążyć z obiektywem. Dzień wcześniej nie wierzyłyśmy Amerykaninowi, który w autobusie opowiadał grupie japońskich uczniów: "Pięć mnie otoczyło! Taaaakie były!" Jedna chciała wziąć moją torbę, ale ja nie dałem!" A jednak mógł mówić prawdę... Jutro jedziemy do Snow Monkey Park :)
piątek, 10 kwietnia 2015
Wycinki z podróży cz. I
W publicznej toalecie włożyłam ręce do kosza na śmieci czekając, aż mi je wysuszy.
środa, 8 kwietnia 2015
Miyajima
Obrazy z Muzeum Pokoju tak mocno chodziły mi po głowie, że musiałam opisać je jako pierwsze. Tak naprawdę naszą przygodę z Hiroshimą zaczęłyśmy dzień wcześniej w zupełnie innym miejscu. Wyjechałyśmy z Tokio o godzinie 5 30 rano. Miałyśmy do przebycia 902 km (dalej niż z Poznania do Amsterdamu) z dwoma przesiadkami. Ile nam to zajęło? Punktualnie o 9 58 wysiadłyśmy na stacji końcowej Shinkansena - najszybszego, japońskiego pociągu. Byłoby pewnie krócej, ale musiałyśmy wydostać się ze stolicy. Hotel był bezpośrednio przy dworcu i jak później się okazało swoim luksusem przewyższał wszystkie noclegi w jakich kiedykolwiek spałyśmy. Póki co zostawiłyśmy tam bagaż i ruszyłyśmy pociągiem w stronę Wyspy Miyajima.
Padało. Zawsze pada. Nie mamy szczęścia do pogody - nawet tropiki nie uraczyły nas ani jednym słonecznym dniem. Dziś na przykład jesteśmy w Nikko - na północny - zachód od Tokio. Prognoza przewiduje na jutro opady śniegu... O my biedne, małe żuczki.
No, ale wróćmy do Miyajimy. Mimo pogody totalnie nas oszołomiła. Znalazłyśmy w niej Japonię naszych marzeń: świątynie, kwitnące wiśnie, mnichów, góry, lasy, legendy... Jest wyspą świętą. Panuje na niej zakaz rodzenia i umierania, dlatego kobiety w zaawansowanej ciąży, osoby wiekowe i terminalnie chore są z niej jak najszybciej wywożone na Honsiu. Brama Tori stanowi jeden z trzech najpiękniejszych widoków Japonii. W przeszłości należało przez nią przepłynąć, żeby dostać się na wyspę. Stanowiło to symbol wewnętrznego oczyszczenia.
Świątynia ustawiona jest na palach, dzięki czemu podczas przypływu ma się wrażenie jakby unosiła się na wodzie.
Do tego wszystkiego byłyśmy świadkami tradycyjnego ślubu sintoistycznego - niesamowite przeżycie.
Sama wyspa: sklepy, uliczki wśród kwitnących drzew, deszczu i mgły emanowała atmosferą zadumy i tajemniczości.
Świątynia Daisho in zrobiła na mnie największe wrażenie. Pomniki, komnaty, ogrody, zapach kadzideł, cisza
Mimo małej ilości czasu i nieczynnej kolejki linowej weszłyśmy na Mount Misen. Niewątpliwą zaletą złej pogody był brak innych ludzi.
Daniele chodzące po ulicach są tak powszechne jak koty w Polsce albo łosie w przystanku Alaska
Jeszcze jedno spojrzenie przed odprawą promową...
...i powrót do naszego ekskluzywnego hotelu, gdzie w komfortowych warunkach z widokiem z 18 piętra mogłyśmy się ogrzać i odpocząć.
Mimo, że zarówno wcześniej jak i później widziałyśmy jeszcze wiele wspaniałych miejsc Miyajima pozostaje naszym numerem jeden.
Subskrybuj:
Posty (Atom)