poniedziałek, 10 października 2016

Alpy cz VI. Zermatt

W rezerwacji było napisane, że będziemy mieć widok na Matterhorn - jedną z najpiękniejszych gór na świecie. Niestety pierwszy raz od początku naszej podróży pogoda nas zawiodła. Szczyt Matterhornu powinien być nad dachem widocznego domu i dotykać górnej krawędzi zdjęcia...


Właśnie dzisiaj miała się wydarzyć największa przygoda całego wyjazdu. Zadzwoniłam pod wcześniej spisany numer. "Czy Pani jest obecnie w Zermattcie?" "Tak, jestem" "A widzi Pani jaka jest pogoda?! Dziś nie da rady" "A jutro?" "Raczej też nie".  Cóż.. pozostało nam tylko liczyć na omylność prognoz i utopić smutki w porannej kawie zagryzionej szwajcarską czekoladą.


Po dwóch godzinach od przebudzenia nadal padało. Wyposażeni w parasole ruszyliśmy na spacer.



GPS prowadził nas dziwnymi ścieżkami. W pewnym momencie utknęliśmy na polu krokusów obsypanym obornikiem, ale ostatecznie dotarliśmy na tam gdzie chcieliśmy.





Gornerschlucht. Kanion Rzeki Gornera z podwieszonymi pomostami. 

ZS









Jak tylko przestało padać kelnerki zaczęły suszyć stoły i krzesła. Z przyjemnością skorzystaliśmy z okazji i usiedliśmy zamawiając piwo i gorącą, śliwkową tartę z lodami.





Reszta dnia przebiegła nam leniwie. Gazetki, jedzonko...


...ping-pong, badminton...


...i trampolina. Dla przeciętnego 30-latka bardzo męczący sprzęt.


W recepcji poprosiliśmy o zestaw do robienie raclette i przyrządziliśmy sobie tradycyjny szwajcarski obiad.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz