Jako, że wczoraj trzeba było dość intensywnie świętować uzyskanie pracy, dopiero dziś piszę co i jak. Paul przyjechał punktualnie. Już od rana siedziałyśmy jak na szpilkach i nerwowo przeglądałyśmy strony z notatkami. Do domu opieki jedzie się ok 20 - 25 minut i to w większości autostradami, więc ewentualne ryzyko korków jest niewielkie. Sam dom jest wielki i nowoczesny. Nie zwiedzałyśmy go dokładnie w środku, ale z zewnątrz prezentuje się naprawdę dobrze.
Rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzała z nami córka właścicieli - Valerine - bardzo sympatyczna dziewczyna - może trochę starsza od nas. Najpierw weszła Sylwia, a po 10 minutach ja. Rozmowa przebiegła bardzo fajnie. Było tradycyjne pytanie "tell me about yourself", potem trochę o doświadczeniu z osobami starszym, o edukacji. Pochwaliła mój angielski i dowiadywała się jak przebiega moja rejestracja w irlandzkich izbach, bo jak tylko dostanę papiery mogę zostać pielęgniarką. Po nas wszedł do niej Paul (siedział najdłużej) i dowiedziałyśmy się, że obie mamy tę pracę! Sylwia musi popracować nad angielskim, ale jest tak "lovely", że nie potrafiła jej nie przyjąć :)
| Jak na złość jest bardzo mało matizów w sprzedaży i jedynie Sylwia powstrzymuje mnie od zakupu jakiegoś złomu...a mi na sam widok serce mocniej bije. |
Po powrocie od razu wzięłyśmy się za szukanie auta. Tu niestety spotkało nas duże rozczarowanie - większość w dostępnej dla nas cenie jest potłuczonych, albo bez przeglądu. Szukamy dalej.
A dziś razem z Edim, załatwiliśmy sobie konta bankowe. Przed wyjściem ładnie przećwiczyłam jak jest rachunek bieżący, koszty prowadzenia konta, przelewy...A tu co? W okienku była Basia - oczywiście made in Poland.
Jutro jestem umówiona z Paulem, żeby skompletować dokumenty, a prawdopodobnie we wtorek pierwszy dzień w nowej pracy :)
ej no sylwia jest "lovley"!!!!!! ale słodkie. Gratuluje wam!!!! Mam nadzieje że szybko minie czas w oczekiwaniu na papiery. Kiss kiss
OdpowiedzUsuń