niedziela, 13 maja 2012

PUB - public house

Jako, że ostatnio nasze życie ogranicza się do siedzenia w domu i nauki - z przerwami na grę w playa, postanowiłyśmy trochę wyjść do ludzi i odwiedzić pobliski pub.


Żeby trochę się ośmielić i otworzyć na tubylców, po drodze, na zielonej górce z widokiem na zachodzące słońce nad Dublinem, wypiłyśmy piwko.


W pubie panowała iście rodzinna atmosfera, więc wchodząc poczułyśmy się trochę nieswojo. Rozmowy jakby ucichły, a ze wszystkich stron czułyśmy na sobie ukradkowe spojrzenia.


Poszłam kupić Guinnessa coby za bardzo nie odstawać od reszty no i się zaczęło... popełniłam największe świętokradztwo w tym kraju. Zabrałam piwo  z lady po pierwszym nalaniu! Barman krzyknął, wszyscy zaczęli się burzyć, no bo jak tak można? Guinnessa leje się na dwa razy, czeka się aż opadnie piana i dopiero po 2 minutach dolewa. Następnie znowu się czeka, aż cała szklanka - pinta - zrobi się czarna i dopiero pije!


Po tej lekcji i jej praktycznym zastosowaniu zrobiono nam zdjęcie z naszą pierwsza dobrze wypitą pintą. Dowiedziałyśmy się, że polska kuchnia jest najlepsza na świecie, że mój angielski jest bardzo dobry (Sylwia się nie chciała odzywać - chyba za mało wypiła) i że mamy przychodzić jak najczęściej.


1 komentarz:

  1. Dobre! Tych co na Was najgłośniej krzyczeli zaproście w ramach zemsty do Polski na Wigilię i zafundujcie im krwawy ochrzan, jeśli zaczną wcinać zupę rybną przed podzieleniem się opłatkiem ;-) Cieszymy się że przełamujecie lody międzykulturowe - alkohol przyjacielem wszelakiej integracji! Buziaki z mroczno-burzowej Lodowej. N&A

    OdpowiedzUsuń