Od rana Paul i szykowanie papierów do przyszłej pracy. Potem z Edim do komisu - Matiz, który okazał się już sprzedany, potem z Bogną - w nie najlepszym humorze i Karoliną jeden Punto, drugi Punto i wreszcie się znalazł! Złoty niczym błyskawica, złota rybka lub dobre piwo - dlatego (choć jeszcze nie ochrzczony) otrzymał imię Browar. Wiem, że dla niektórych lepiej by było Irlandiusz :)
Browara znaleźliśmy na drugim końcu Dublina, ma przejechanych 119000 mil, jest rocznik 1998, ma elektryczne szyby, jest zadbany w środku i jak na irlandzkie warunki nie jest bardzo porysowany i poobijany. Procedura jest prostsza niż w Polsce. Na dużej karcie dowodu rejestracyjnego (nie wozi się go ze sobą) wypisujesz swoje dane, a poprzedni właściciel wysyła to do urzędu komunikacji. Dajesz pieniądze, bierzesz auto. Po jakimś czasie dostajesz swój dowód pocztą i tyle. Pozostaje tylko zapłacić podatek (który Browar ma do końca września) i ubezpieczenie - załatwiamy w poniedziałek.
Z tym drugim końcem Dublina pojawił się problem. Ktoś musiał wracać. Tym razem trasa trwała ok 40 minut, jadąc najpierw sama, potem z Sylwią udało nam się bezpiecznie dotrzeć do domu. Wypijcie za Browara! Niech nam służy jak najlepiej! :)
Browarek jest śliczny.Szerokiej drogi i niech Wam służy! Moc całusów. c.Danka
OdpowiedzUsuń